Wolfenstein : YoungBlood – Recenzja

Wolfenstein : YoungBlood – Recenzja

Wrzesień 9, 2019 0 przez Jasiek
Czy to tak naprawdę jest młoda krew?

Gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta?

Zabijałem już wielu nazistów, czy to w Wolfensteinach, czy to w Commandosach, Mortyrach, serii Call of Duty. Mógłbym tutaj wymieniać wiele tytułów, które przychodzą mi na myśl przysłowiowe klepanie Niemców po kaskach. Jednak dzisiaj, prawie dwa miesiące po premierze gry nadszedł czas, aby zrecenzować nowy tytuł duetu Machine Games i Arkane Studios, czyli Wolfenstein : YoungBlood.

YoungBlood „Bękartami wojny” Tarantino?

Zastanawiacie się pewnie dlaczego taki nagłówek. W „Bękartach wojny”, jak i w nowym Wolfensteinie akcja dzieje się w okupowanej Francji, też jest strzelanie do nazistów i… no i na tym się kończą nawiązania gry do filmu. Naprawdę czekałem na tą produkcję, kiedy ją zapowiedzieli pomyślałem sobie, kurde to może się udać, w końcu coś nowego w serii, taka „świeża krew”. Czekałem, czekałem i niestety to co zobaczyłem to nie jest YoungBlood na który się tak napaliłem.

Co to jest jak nie „YoungBlood”?

YoungBlood opisywany jest jako swoisty spin-off głównej fabuły Wolfensteina. Machine Games i Arkane Studios postanowiło, że B.J’a Blazkowicza, czyli głównego bohatera serii odstawią na boczny tor, a główną kolejką będą jechać jego córki, Jessi i Zofia. Plan na grę idealny, wprowadzić dwie postacie, dodać do tego kooperację, nazistów, hektolitry krwi i brutalności, czego chcieć więcej? No chciałoby się zobaczyć więcej, ale niestety, nie widzimy nic. W nową część gram na konsoli PlayStation 4, aktualnie mam rozegrane 11 godzin i patrząc na statystyki, to jestem plus minus w połowie gry. Twórcy podczas konferencji zarzekali się, że to będzie najdłuższa część serii. Fakt, jest najdłuższa, ale z tych 11 godzin połowę czasu spędziłem na tym samym.

Naziści, ulepszenia, powtarzalność

Ulepszenia perków i broni to główny atut tej gry.

Powtarzalność, to jest główne fraza tej recenzji. Przez pierwsze kilka godzin naprawdę bawiłem się przednio przy tej produkcji, przyjemność mi sprawiało masakrowanie nazistów za pomocą wszelkiego rodzaju broni, powiem Wam, że feeling broni jest cudowny, do tego dochodzi ulepszanie pukawek, znane z poprzednich części, jednak tutaj mamy możliwość ulepszania wedle własnego widzimisię. Ostatnim plusem gry jest design poziomów, panowie z Arkane Studios, tworząc wcześniej Dishonored inspirowali się właśnie tą produkcją tworząc wszelkiego rodzaju pomieszczenia. Najbardziej zapadł mi w pamięci główny hol „Brata-1”, jest to jeden z głównych punktów, w którym dokonujemy dywersji.

„Brat-1” jest jednym z najciekawszych miejsc w grze.

Francja, prawda historyczna i prawda w grze

Francja oddała bez przysłowiowego strzału Paryż, tak samo jest w Wolfensteinie.

W nowej odsłonie Wolfensteina zwiedzamy kilka dzielnic Paryża, więc z logicznego punktu widzenia musimy spotkać jakiegoś francuza. Naszymi głównymi zleceniodawcami jest francuski ruch oporu, który nie robi dosłownie nic. Jessie i Zofia są traktowane jako osoby od czarnej roboty. Przynieś to, zanieś tamto, wynieś to wynieś tamto, i tak przez całą grę, z początku może i mnie to bawiło, ale po kilku podobnych do siebie misji, w tych samych lokacjach zaczęło mnie to po prostu nudzić. Powtarzalność zadań jest głównym mankamentem tej gry.

Hitler, Trupia Główka, Frau Engel i…?

Generał Lothar, tyle mogę o Nim powiedzieć. W poprzednich częściach główni antagoniści byli charakterystyczni, Wujka Adolfa nie ma co opisywać, bo każdy wie jaki był, do tego dochodzi psychopatyczna Trupia Główka, gdzie ciekawostką może być to, że głosu mu użyczył Dwight Schulz, komik, który grał w serialu „Drużyna A” Murdocka, chorego psychicznie pilota wojskowego. Psychol gra psychola? Czego chcieć więcej! No i główny antybohater „The New Collosus”, czyli despotyczna Frau Engel, która gdyby mogła, to wyrżnęłaby wszystkich w pień, którzy nie są aryjczykami czystej krwi. A Lothar? To Lothar, postać bez jakiegokolwiek polotu, przez te 11 godzin gry widziałem go może z 3 razy.

„Spokojnie, zaraz się rozkręci”

Grając dłużej na myśl właśnie przychodzi mi film „Chłopaki nie płaczą” Olafa Lubaszenki i epicką scenę, gdzie Bolec puszcza chłopakom film „Śmierć w Wenecji”. Miała być akcja, strzelaniny i pościgi, no ale jest facet w łódce. Tak samo się czuję, niby gra ma się rozkręcać, ale My, gracze jesteśmy właśnie tym facetem z łódki.

Zmarnowany potencjał

YoungBlood miał szansę być dla New Collossus’a tym, czym był The Old Blood dla The New Order, a wyszło średnio. Niby tu kilka rzeczy wychodzi na plus, strzelanie, upgrade broni i postaci, do tego ciekawe lokacje, ale gra niestety więcej nie ma nic do zaoferowania. Przez 4 godziny gra może bawić, ale później wkrada się monotonia, więc nie polecam tej gry na dłuższe posiedzenia, ale tak żeby sobie strzelić z 2,3 misje to owszem, można, ale nie dłużej.

Na zakończenie tylko dodam, że po nowym patchu 1.5 gra stała się dosłownie karykaturalna, zmniejszyli obrażenia przeciwników, dodali więcej amunicji i loot’u z oponentów, no i najgorsze co mogło mnie spotkać to to, że pancerze i skórki, które miałem w zamówieniu przedpremierowym nagle zniknęły i muszę je jeszcze raz kupić. Parodia.

Zobacz Także :.

Sensible World Of Soccer 96/97, 5ciu najlepszych Graczy !

Silent Hill — wspomnienia gracza, czy E3 2019 skrywa jakąś tajemnicę ?

Silent Hill – Piramidogłowy /Gimby nie znajo

Zajżyj na dział DARMOWE GRY

Gorący CosplayCzwartek – Cirilla

Gorący CosplayCzwartek – Triss Merigold odważne zdjęcia

Final Fantasy VII Klasyk powraca, Fenomenalny Remake ?

Please follow and like us:
error